czwartek, 15 sierpnia 2013

rozdział trzeci.

Ach, te czasy kiedy ja miałam 10 lat, mnóstwo marzeń, radości oraz jeden wielki ból, po utracie mamy. Wtedy postanowiłam biegać na nartach, wiedziałam, pomimo tego, że byłam małą dziewczynką, że w Norwegii będę w stanie spełnić to marzenie. Moja mama zawsze chciała, abym robiła to co kocham, do niczego mnie nie zmuszała. Ale też marzyła, żebym kochała sport jak ona.
Razem z Heidi pokazałyśmy dzieciom jak wygląda nasza rozgrzewka, później ścigałyśmy się z nimi na nartorolkach, a na końcu rozdałyśmy kartki z autografami i nasze podpisane plastrony.
-Dobrze dzieci, musimy już iść, bo zaraz mamy nasz trening, mam nadzieję, że się wam podobało?
-Taaakkk!- wykrzyknęły wszystkie chórem. Uśmiech pojawił się na naszych twarzach.
-Dziękujemy!- w tym momencie podeszła do mnie dziewczynka z długimi blond włosami, skrywanymi pod czapką. Wręczyła mi i Weng kwiaty. Na końcu, gdy miała już odejść, przytuliła się do mnie. Bardzo mnie zaskoczyła, szczególnie tym co szepnęła mi na ucho.
-Jest pani moją idolką, wzoruję się na pani. Dziękuję, że wkładasz w swoje sportowe życie całe swoje serce...
Byłam w szoku. Pierwszy raz ktoś powiedział mi coś takiego, a powiedziała to mała dziesięcioletnia dziewczynka. Wszyscy patrzyli się na nas ze zdziwieniem.
-Jak masz na imię?- zapytałam dziewczynki, gdy się ocknęłam.
-Therese.
-O jak fajnie. Spotkamy się jeszcze, obiecuję, ale teraz musimy iść. Do widzenia!
-Do widzenia!- odkrzyknęły wszystkie dzieci. Miałyśmy jakieś 15 minut, aby dostać się na miejsce treningu. Dobrym tempem ruszyłyśmy przez miasto.
Gdy dotarłyśmy na miejsce, wszyscy na nas czekali. Poszłyśmy do szatni i punktualnie o 11:30 wstawiłyśmy się na rozruch po wakacjach. Tradycyjnie trener kazał nam zrobić 5 kółek dookoła stadionu, potem rozgrzewka i nareszcie przyszedł czas na trening właściwy, czyli nartorolki. Trener chciał sprawdzić jak przepracowaliśmy samodzielnie czas 'wolnego'. Dlatego też zrobił nam, coś na kształt zawodów- 7,5 km klasykiem na nartorolkach. Bardzo dobrze mi się biegło. Na samym początku biegłyśmy dość zwartą grupką około 10 osób, my 4 kobietki i 5 albo 6 facetów. Po jakiś 4 km mężczyźni wyrwali do przodu... Zostałam sama z Heidi, biegłyśmy, każda swoim tempem. Podczas zawodów zapominałyśmy o przyjaźni. Dopiero po przekroczeniu mety przytulałyśmy się, gratulowałyśmy i śmiałyśmy się razem.
Gdy dobiegłyśmy do 6 km Weng niespodziewanie ruszyła i ja nie nadążyłam w pogoni za nią. Sama przebiegłam ostatnie kilkaset metrów pokonałam sama, za to najszybciej jak umiałam, bo widziałam, że grupka następnych dziewczyn się do mnie zbliża. Na mecie, jak zwykle, złapałam litrową butelkę wody oraz izotonika i łapczywie piłam. Zdążyłam się dowiedzieć od trenera, że miałam bardzo dobry czas jak na moje ostanie rezultaty. Byłam 4. wśród kobiet, zaraz za Marit, Therese i Heidi. Bardzo optymistyczne wiadomości, przed treningami i Olimpiadą w Sochi. 


__________________________________________________________________

Przepraszam Was za takie opóźnienie, no ale niestety tak jak pisałam nie mam weny i pomysłów, a po drugie bardzo dużo spraw osobistych miałam w tym miesiącu na głowie. Na szczęście wszystko się bardzo dobrze ułożyło i dlatego też napisałam dla Was kolejny rozdział :3

Obecnie jestem w Szklarskiej na urlopie, więc nie obiecuję kiedy będzie kolejny rozdział, ale oczywiście postaram się, żeby było on jak najszybciej :)




POZDRAWIAM ZE SZKLARSKIEJ! <3 

p.s. Może będę w Jakuszycach, było by super :3

5 komentarzy:

  1. cudowny rozdział. Pierwsza prawdziwa fanka ? To musiało być wielkie przeżycie dla bohaterki. Cóż miłego urlopu i weny ! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję dziękuję, pewnie, że ogromne :D

      pozdrawiam ze Szklarskiej :3

      Usuń
    2. Nominowałam cię do The Versatile Blogger. W poście o tej nazwie u mnie znajdziesz więcej informacji ;) (patrz. lipiec )

      Usuń
  2. Ooo jak miło, że dodałaś rozdział :) Jak zwykle bardzo fajnie. Nie dziwię się bohaterce, że wzruszyły ją słowa tej dziewczynki. Miło od kogoś usłyszeć, że jest się dla niego idolem, wzorem do naśladowania! Widzę, że dziewczyny trenują pełną parą. Ciekawa jestem w jakiej będą formie, gdy rozpoczną się igrzyska? Czekam na kolejny. Coś krutko dzisiaj, ale czuj się usprawiedliwiona ;D Buziaki ;** P.S. Wyjazdu do Jakuszyc Ci życzę! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a zwiększa się motywacja do treningu :)
      formy jeszcze nie planuję xD
      krótko, krótko, ten rozdział męczyłam jakieś 3 tygodnie ;c liczę, że się uda, choć na chwilę pojechać, dziękuję ;**

      Usuń